Z powodu rozpoczęcia kampanii prezydenckiej znowu odżyła, wydawałoby się, zupełnie już zapomniana „IV Rzeczpospolita”. Perspektywą jej powrotu z jednej strony straszy Jasnogród, „Gazeta Wyborcza” i stacje telewizyjne, których funkcjonariusze, po odegraniu żałobnego przedstawienia, już wrócili do dawnej formy, a z drugiej - w zacnych Ciemnogrodzianach rozbudzane są nadzieje na „kontynuowanie misji”. Co tak naprawdę IV Rzeczpospolita ma oznaczać – Bóg jeden wie, bo oczekiwania – które w naiwności swojej sam kiedyś żywiłem – że w tym haśle zawiera się program odzyskania suwerenności politycznej i ekonomicznej przez naród i suwerenności politycznej przez państwo, rozwiały się ostatecznie po ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Od tej pory o żadnym programie „IV Rzeczpospolitej” nie może już być mowy i hasło to używane jest przez antagonistów już tylko jako instrument socjotechniki, podczas gdy naszą polityczną rzeczywistością pozostała i pozostanie III Rzeczpospolita – chyba, że strategiczni partnerzy obmyślą dla nas coś jeszcze innego.