Jeszcze woda całkowicie nie słynęła do koryta rzeki, jeszcze alarm nie został odwołany a już jedna z lokalnych „dziennikarek” przyznała tytuł Bohatera Włocławka 2010.
Bohaterem tym został jeden z włocławskich radnych broniący przed powodzią własną piersią domów na Zawiślu. Podobno sam zorganizował transport piasku, nosił worki, pracował w pocie czoła i informował wszystkich o zbliżającym się niebezpieczeństwie, gdyż biedni (na szczęście nie wszyscy) mieszkańcy Zawiśla nie zdawali sobie z niczego sprawy. Jak mówi jedna z pań, której wypowiedź znalazła się w materiale „dziennikarki” nikt jej nie poinformował o zbliżającej się wysokiej fali. Sam osobiście nie mieszkam na terenie zalewowym, ale o zbliżającej się wielkiej wodzie słyszałem od co najmniej tygodnia. Będąc na miejscu wspomnianej powyżej mieszkanki i zarazem żyjąc ze świadomością zamieszkiwania w sąsiedztwie królowej polskich rzek siedziałbym na walizkach od dobrych kilku dni.
Jak wiele krzywdy takimi wypowiedziami wyrządzono tym, którzy informowali mieszkańców o niebezpieczeństwie, dyżurowali dzień i noc na długo przed falą kulminacyjną, dbali o bezpieczeństwo mieszkańców miasta budując wały z worów wiedzą tylko Ci, którzy im pomagali i widzieli ich poświęcenie.
Na szczęście znaleźli się inni mieszkańcy Zawiśla, którzy otwarcie przyznali, że byli informowani o zbliżającej się wodzie i zdążyli zabezpieczyć swój dobytek. Padł też mit bohatera obrońcy Zawiśla, który broniąc sąsiadów, bronił podobno swój nowo budowany dom.
Tak więc Szanowne Panie: mieszkanko rzucająca krzywdzące słowa, „dziennikarko” pisząca niezweryfikowane teksty uderzcie się we własne piersi i przeproście tych, którzy niosąc pomoc narażają swoje życie. O wiele łatwiej jest z napisać tekst nie zastanawiając się nad konsekwencjami.