Rzadko mi się to zdarza, ale dziś musiałem wjechać do centrum samochodem. O Okrzei przez BP (po drodze drobne zakupy), potem w prawo przed Multikinem w stronę Kościuszki i dalej na Puławskiego(?) w stronę P.O.W. Tam, zaparkowałem auto przed bankiem B.G.Ż. Opisuję to tak dokładnie, ponieważ nie ma po drodze znaku o wjeździe do strefy płatnego parkowania a i sam parking nie jest oznaczony (jak i żaden inny, co dziś zauważyłem) jako płatny. Mnie jako kierowca obowiązuje kodeks ruchu drogowego. Nie jestem wróżką i jedyną akceptowaną formą powiadomienia mnie o tym, że mam za parking w tym miejscu zapłacić jest oznakowanie w stosowny sposób danego parkingu lub oznakowanie każdego możliwego wjazdu do strefy płatnego parkowania w odpowiedni sposób. W każdym razie nie zdarzyłem odejść od samochodu dalej niż na 100m, jak zobaczyłem, że jakiś niedouczony Pan wkłada mi za szybę karteczkę. Jako, że zrobił jeszcze zdjęcie mojemu autu postanowiłem się wrócić i ku mojemu zdziwieniu za wycieraczką miałem wezwanie do zapłaty. Najpierw zadzwoniłem do prawnika, a następnie na Policję. Pan policjant przyznał mi rację i wystąpi o prawidłowe oznakowanie parkingu/strefy. A co za tym idzie, do czasu takiego prawidłowego oznakowania wszystkie te mandaty wystawione przez tych nieuków można wyrzucić do śmieci, bo chyba w każde miejsce we Włocławku (w tej niby strefie) da się dojechać tak, że się nie zobaczy żadnego znaku informującego o wjeździe do strefy płatnego parkowania, a (jak przypomnę) żadne parking chyba nie jest oznaczony jako płatny). Ja nie płacę, poczekam, na wezwanie do sądu (ciekawe czy się doczekam) a wtedy uzmysłowię i zarządowi dróg i tej firemce podnajętej do robienia zdjęć naszym autom, że niestety ale nie maja racji. Może przy okazji za fatygę jakieś odszkodowanie uda się uzyskać.