Mania wielkości czy wielkość manii?
Osiedle Kazimierza Wielkiego cofnęło się w czasie. Poczułem się jak w czasach młodości w PRL-u. A wszystko dzięki kandydatowi na prezydenta. Podkreślam kandydatowi, a nie prezydentowi 2010, co prawie wszyscy kandydaci sobie przypisują, chociaż prawo do tego ma tylko jeden, Andrzej Pałucki. Inni pewnie liczą na to, że wyborcy się pomylą i zagłosują na nich.
Na szczycie wieżowca, przy ulicy Ostrowskiej 16 pojawił się big board o wymiarach około 10 na 10 metrów. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie wiejący z tego obrazu strach i przerażenie. Inni kandydaci pojawiają się na tle przeróżnych scenerii, w jasnych napawających radością kolorach. Prezentują swój dorobek. A poseł Zbonikowski co robi? Prezentuje się na tle czarnych chmur nad Włocławkiem. Na dodatek kobieta stojąca obok, zapewne żona, wyciąga w górę palec w te czarne chmury, jakby chciała ściągnąć gromy na to zakomuszone miasto. A ja myślałem, ze komunizm pozostał już tylko w Korei Północnej i tylko portrety Kim Dzong Ila i Kim Ir Sena straszą ludzi ze ścian domów.
Moim zdaniem to jest takie zupełnie niezamierzone ostrzeżenie. Czarne chmury zbierają się nad miastem, więc lepiej nie zmieniajmy prezydenta.