Za Angorą:
W kwietniu w Warszawie ma ruszyć pierwszy lokal w Polsce z psiną.Chce go otworzyć urodzony w naszym kraju Wietnamczyk.Na ten upiorny pomysł wpadł,gdy dowiedział się o likwidacji schroniska dla zwierząt w Celestynowie( pow.otwocki)Uznał że polskie prawo zakazuje znęcania się nad psami,ale nie zabijania ich w celach kulinarno- konsumpcyjnych.
My psów nie jadamy ,ale za to koguty , które wychowywane od pisklaka potrafią za człowiekiem chodzić jak pies i nieraz maja w sobie o wiele waleczniejsze serduszko od psiego przeznaczamy na rosół . Świnie pogardzane często w mowie - nie bądź świnią - potrafią także przyzwyczaić się do człowieka , my bez ceregieli podrzynamy im gardła i z każdej części ciała potrafimy przyrządzić jadło cudo że palce oblizujemy . Inna sprawa jesteśmy w okresie kiedy po jedzenie idziemy nie do lasu, ale do hipermarketu . A tam poćwiartowane części zwierząt leżą przygotowane do wzięcia .
Wreszcie decyzjami niektórych gmin , nie potrafiących wygospodarować pieniędzy na schroniska skazujemy my obywatele tych gmin na usypianie zwierząt znajdujących się w innych gminach. I a ni w pierwszym wypadku ani w drugim, tak za bardzo nas nie boli bo bezpośrednio jak Piłat umywamy ręce od podjęcia decyzji o śmierci zwierząt . To nie ja, my , nas to nie dotyczy .Tak więc decyzja o ochronie psich ogonków jakkolwiek wynikająca z pobudek litości przez który przemawia widok psa na smyczy z panem lub panią na spacerze , nie zawsze jest racjonalna . Wreszcie trzeba brać pod uwagę opinię i tych z mniejszości narodowych którzy u nas zaczynają mieszkać .