Nie żądamy zemsty, ale mamy prawo znać sprawców i dopytywać się o nich – mówił ksiądz Stanisław Waszczyński. Ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność za wprowadzenie stanu wojennego powinni być chociaż wskazani. Dziś są w podeszłym wieku i trudno domagać się kary, bo to nie jest po chrześcijańsku. Przykre jest tylko to, że dalej brną w tym zakłamaniu. Dla nas najważniejszą rzeczą jest modlitwa za ofiary stanu wojennego, w intencji Ojczyzny, by nigdy takie wydarzenia nie miały miejsca.
W mszy wzięły udział między innymi poczty sztandarowe, przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego, kilku radnych i kilkudziesięciu włocławian. Wśród nich pan Bogdan, który 13 grudnia 2001 roku miał 16 lat. - Pamiętam, że rano wpadł do naszego mieszkania dziadek i powiedział, że jest wojna. Ta niedziela zdała się nie mieć końca: rodzice i sąsiedzi zebrali się w jednym z mieszkań i długo dyskutowali o tym, co nas czeka. Ja w ramach młodzieńczego buntu, wychodziłem z psem na spacer po godzinie 22.00, czyli w czasie trwania godziny milicyjnej. Ale żaden z patroli nie zainteresował się młodym chłopakiem z psem.
Po mszy uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty pod katedrą i zapalili symboliczne znicze na cześć internowanych w Zakładzie Karnym przy ulicy Bartnickiej.