- Zadziwia mnie to, że ludzie przychodzą na spotkania, ale jeszcze bardziej, że kupują książki mówił aktor rozpoczynając spotkanie.
Przygoda Jana Nowickiego z pisaniem zaczęła się 10 lat temu, kiedy zmarł Piotr Skrzynecki, twórca kabaretu "Piwnica pod Baranami". To był mój wielki przyjaciel, bliższej osoby nie spotkałem. I pewnego dnia zmarł. Wpadłem na pomysł, żeby pisać do niego do nieba i opowiadać, co tu się dzieje. W ten sposób próbowałem spacyfikować w sobie ból i tęsknotę. A on zaczął mi odpisywać. Mało tego, nie mogąc pogodzić się z jego śmiercią, przekazałem mu pewne funkcje decyzyjne. To on miał mi wskazać, kto powinien napisać muzykę i wykonać utwór, do którego napisałem słowa. Pytałem pana Piotra, czy spotyka się w niebie z Bachem lub Kmicicem, bo z czasem umieściłem tam również postacie ze świata literatury. Jedna z pań kiedyś zapytała, czy tak rzeczywiście wygląda niebo, jak pan opisuje? Odpowiedziałem: jasne. Ona na to: to ja mogę jutro umierać opowiadał Nowicki.
Aktor zachęcał, zwłaszcza młodych ludzi, do czytania książek, choć może niekoniecznie tych pisanych przez jego kolegów po fachu.
Dlaczego aktor, znany w wielu doskonałych kreacji teatralnych i filmowych, zdecydował się na pisanie?
Jan Nowicki mówił także o tym, że przyznawanie się do szczęścia jest w Polsce karygodne.
Aktor przyznał, że nie zmienia swoich słabszych tekstów, panią, która próbowała mu przestawiać przecinki, "mógłby zabić", a używanie wulgaryzmów jest czasem w pełni uzasadnione.