Radni PO przyglądają się inkubatorowi
I krytykują zarówno funkcjonowanie obiektu, jak i jego stan techniczny. Podczas konferencji prasowej mówili między innymi o kosztach utrzymania inkubatora, zbyt małej ilości stworzonych miejsc pracy i usterkach, na jakie skarżą się firmy zlokalizowane przy ulicy Toruńskiej.
Włocławski Inkubator Innowacji i Przedsiębiorczości funkcjonuje od prawie dwóch lat. Jego budowa pochłonęła 20 milionów złotych. Był reklamowany, choć obecnie coraz rzadziej, jako miejsce, gdzie włocławianie będą mogli znaleźć pracę, otworzyć innowacyjną firmę, która stanie się motorem napędowym do tworzenia następnych miejsc pracy we Włocławku mówił Sławomir Bieńkowski, przewodniczący klubu radnych PO.
Bieńkowski przypomniał także, że na promocję inkubatora wydano ponad pół miliona złotych, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Zapomniano za to, aby w projekcie uwzględnić agregatu prądotwórczego, który potem kosztował miasto ponad 200 tysięcy złotych. Nie uwzględniono także wzmacniacza sygnału sieci komórkowych mówił radny. Wyliczał także usterki natury budowlanej i problemy zgłaszane przez firmy zlokalizowane w inkubatorze: wysokie rachunki za ogrzewanie, zablokowany dojazd z powodu remontu "jedynki", długotrwałe uszkodzenie bramy wjazdowej, brak wsparcia ze strony ratusza i recepcję czynną do godziny 15.00.
Radni zaprezentowali także listę pytań skierowanych do prezydenta, z których większość dotyczyła usterek technicznych. Jacek Kuźniewicz, zastępca prezydenta, twierdzi, że "w pięcioletnim okresie gwarancyjnym wykonawca jest zobowiązany do usuwania na swój koszt wszelkich ujawnianych wad ii usterek. Obowiązek ten jest egzekwowany przez inwestora.
Radni przekonują, że trzeba jak najszybciej rozpocząć dyskusję na temat problemów związanych z inkubatorem. Nie można myśleć o inwestycji tylko do przetargu i przecięcia wstęgi. Trzeba cały czas patrzeć gospodarskim okiem i dbać o pieniądze publiczne twierdzą radni klubu PO.