O losie szefowej MOPR nie zadecydują radni
Nad dyrektorką placówki od jakiegoś czasu zbierały się czarne chmury. Rozżaleni członkowie ZZ Pracowników MOPR postanowili spisać swoje zastrzeżenia i wysłali je do wojewody. Ewa Mes zleciła, aby z zarzutami zapoznali się włocławscy radni. Nie wszyscy jednak mogli to zrobić.
Skarga pracowników MOPR była opiniowana podczas posiedzenia komisji. Ta uznała, że radni nie mają kompetencji, aby zająć się skargą i skierowała ją do prezydenta miasta. Projekt uchwały w tej sprawie wywołał burzliwe emocje wśród opozycji.
Mamy głosować w ciemno nie znając treści skargi? Radni nie mieli możliwości zapoznać się z pismem mówił wyraźnie wzburzony Sławomir Bieńkowski.
Jednak zdaniem przewodniczącego rady z dokumentem mogli zapoznać się wszyscy radni, nie tylko członkowie komisji. Jak się wkrótce okazało, zarzuty zawarte w piśmie, były jednak ogólnie znane. Zarówno te dotyczące tworzenia nowych miejsc pracy, jak i te dotyczące zwolnień długoletnich pracowników, rzekomego działania na niekorzyść podopiecznych MOPR oraz podejmowania decyzji nie do końca transparentnych. W imieniu osób, które poczuły się pokrzywdzone działaniami szefowej MOPR, wypowiedział się Maciej Gawrysiak, reprezentujący związkowców.
Sytuacja panująca w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie jest niezwykle trudna, a skarga jest jej pokłosiem mówił szef lokalnych struktur Forum Związków Zawodowych.
Rada Miasta nie rozpatrzyla wniosku, bo "nie ma w swojej właściwości rozpatrywanie skarg na dyrektorów gminnych jednostek organizacyjnych w zakresie wykonywania przez nich zadań własnych gminy" i przekazała skargę do prezydenta miasta.