Rodzice Oliwiera oskarżają lekarzy
Zdaniem rodziców 2,5 letniego Oliwiera, do śmierci chłopca przyczynił się personel oddziału dziecięcego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku, a dyrektor placówki udziela nieprawdziwych informacji.
W rozmowie z lokalną gazetą Krzysztof Malatyński stwierdził, że chłopczyk od urodzenia był pod opieką neurologiczną pozaszpitalną i był dwukrotnie hospitalizowany w placówce.
To wielkie kłamstwo, ponieważ nasz synek, jako niemowlak, z zupełnie innej przyczyny był kilkakrotnie na rehabilitacji w ośrodku przy ulicy Radosnej zdecydowanie mówi ojciec dziecka.
Rodzice chłopca dziwią się, że chłopczyk został wypisany z oddziału z podejrzeniem pasożyta.
Dlaczego zatem dostał skierowanie do neurologa? Oni wiedzieli, że coś jest nie tak. Jeśli zachodziły jakiekolwiek podejrzenia, mógł zostać w szpitalu dzień - dwa, aby to we włocławskiej placówce dokonano prześwietlenia twierdzi tata Oliwiera.
14 lutego, podczas badania, okazało się, że maluszek ma w głowie 10-centymetrowy guz. Dziecko natychmiast zostało przewiezione do Łodzi. Oliwier zmarł podczas operacji. Rodzice chcą wyciągnąć konsekwencje za śmierć dziecka wobec włocławskich medyków - lekarki prowadzącej i ordynatorki oddziału.
Jej postawa była co najmniej skandaliczna. Powiedziała do mojej żony, że jest nadopiekuńcza, a dziecko jest trudne dla otoczenia. Więc teraz chciałbym tej pani powiedzieć, że żona już wtedy podejrzewała, że dziecku dzieje się krzywda, a dziecko płakało, bo może bolała je głowa mówi pan Piotr.
Odpowiedzialność za tragedię powinien ponieść także dyrektor szpitala, bo jak twierdzą rodzice, szef-ekonomista zawsze będzie przekładał dobro szpitala nad dobro pacjenta. Krzysztof Malatyński skierował sprawę do Prokuratury Okręgowej. Nie wiadomo, co zawiera doniesienie, bowiem rodzice dziecka nie zostali o tym poinformowani, a mediom z dyrektorem i rzecznikiem prasowym prokuratury nie udało się skontaktować.
Być może teraz prokuraturze poskarży się pani doktor i ordynator, bo będą chciały uzyskać "prawdę". A prawda jest taka: nasz syn nie żyje. I nie ma żadnej osoby, która by była na tyle odważna i powiedziała "to moja wina" stwierdził tata dziecka podczas spotkania z dziennikarzami.
Zapytany, dlaczego wspólnie z żoną medialnie nagłaśniają rodzinny dramat, odpowiedział:
Do tematu wrócimy.