Wydarzenia miały miejsce 25 maja ubiegłego roku. Działacze PO, między innymi poseł Domicela Kopaczewska, Sławomir Kopyść, członek zarządu województwa, Sławomir Bieńkowski, przewodniczący klubu radnych PO oraz byli kandydaci do Rady Miasta Jarosław Ćwikliński i Marcin Dąbrowski czekali na wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nie wiedzieli, że są nagrywani przez jednego z uczestników spotkania i bardzo swobodnie wypowiadali się na tematy związane nie tylko z lokalną polityką. Pikanterii sprawie dodał fakt, że rozmowy były prowadzone pod wpływem alkoholu.
Przeczytaj tutaj
Nagranie, które jak twierdzi Bieńkowski zostało wykradzione, trafiło między innymi do jednej z lokalnych gazet, która opublikowała część rozmów. Poseł Kopaczewska pozwała dziennikarzy do sądu, pierwszą sprawę przegrała, zaś drugi spór nadal trwa. To jednak nie koniec sprawy potocznie nazwanej "włocławskimi taśmami prawdy". Andrzej Kazimierczak, były przewodniczący klubu radnych PO, złożył wniosek do sądu koleżeńskiego o ukaranie bądź wydalenie posłanki z szeregów partii. Sąd uniewinnił Kopaczewską, ponieważ uznał, że nie naruszyła statutu PO. Potwierdził za to zarzuty dotyczące języka, jakim posługiwali się rozmówcy.