Spadł ze skarpy, nie wiedział, gdzie się znajduje
Kilkudziesięciu policjantów i strażaków brało udział w poszukiwaniu mężczyzny, który spadł ze skarpy na włocławskim osiedlu Zawiśle. Jak tłumaczył pechowy wędrowiec, w jego telefonie przez długie godziny nie było zasięgu i dopiero po prawie 30 godzinach od zdarzenia dodzwonił się do dyżurnego policji.
Tej wyprawy do Włocławka 44-latek na pewno nie zapomni do końca życia. Mieszkaniec województwa mazowieckiego postanowił odwiedzić znajomego. Kiedy okazało się, że kolega zmienił miejsce zamieszkania, wybrał się na spacer po nabrzeżu Wisły. W pewnym momencie stracił równowagę i spadł ze skarpy. Przerażony mężczyzna nie wiedział, gdzie się znajduje, wokół siebie widział tylko drzewa, a co gorsza, w jego telefonie nie było zasięgu. Jak twierdzi poszkodowany, dopiero po blisko 30. godzinach od wypadku udało mu się dodzwonić do dyżurnego policji.
W poszukiwaniach 44-latka wzięło udział kilkudziesięciu policjantów, którzy poprosili o wsparcie włocławskich strażaków. Po kilkudziesięciu minutach udało się odszukać pechowca i wyciągnąć go z pułapki przy pomocy specjalistycznego sprzętu. Ponieważ uskarżał się na ból w nogach i nie mógł się poruszać, został odwieziony do szpitala.