To było już kolejne wystąpienie posła PiS w sprawie konieczności powstania drugiego stopnia na królowej polskich rzek. W sierpniowym wystąpieniu Zbonikowski zarzucił rządowi „niezrozumiałe priorytety w inwestycjach realizowanych w Polsce” i jako przykład podał wydatki ponoszone przez państwo na rzecz kosztownej budowy stadionów na Euro 2012 i ich późniejszego budżetochłonnego utrzymania.
Podczas pierwszego posiedzenia sejmu VII kadencji Łukasz Zbonikowski ponownie wygłosił oświadczenie w sprawie braku działań rządu w kierunku budowy kolejnego stopnia wodnego na Wiśle. Jak przyznał parlamentarzysta, miało ono charakter przypominający o realnym zagrożeniu, z jakim na co dzień muszą żyć nie tylko mieszkańcy Włocławka i okolic.
Stopień wodny we Włocławku został przekazany do eksploatacji 7 listopada 1970 r. Działanie zapory zaplanowano na 10 lat, a w dolnym biegu Wisły miały powstać kolejne. Zabrakło jednak odpowiednich decyzji, pieniędzy i zdecydowanej postawy wobec ekologów, którzy postulowali, aby odcinek poniżej Włocławka stał się Parkiem Narodowym. Obecnie Włocławska Zapora jest jedynym obiektem w Polsce zagrożonym katastrofą budowlaną. Badania wykazują bowiem, że na zaporę działają zbyt duże siły nacisku wody, a ta wymywa dno Wisły. To z kolei zagraża stateczności obiektu. Przerwanie tamy to nie tylko zagrożenie powodzią, ale także katastrofą ekologiczną, ponieważ na dnie Zalewu Włocławskiego znajduje się około 40 milionów m³ toksycznych osadów.
Przedstawiamy pełen teskt oświadczenia:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Pragnę wygłosić oświadczenie w sprawie braku działań rządu w kierunku budowy kolejnego stopnia wodnego na Wiśle.
Oświadczenie w tej sprawie wygłaszam już nie po raz pierwszy. Uważam bowiem, iż temat ten winien być powtórnie przywołany, gdyż dotyczy on problemu niezwykle ważkiego, a w działaniach rządu próżno szukać jego rozwiązań.
Elektrownia wodna we Włocławku powstała jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia. Od tamtej pory miały powstawać kolejne obiekty tego typu, których zadaniem miało być odciążenie włocławskiej zapory, jednak plany te nie doczekały się realizacji, zatem tama we Włocławku funkcjonuje samodzielnie już około 40 lat i będzie funkcjonowała dalej, podczas gdy planowany czas jej eksploatacji był przewidywany jedynie na lat 10.
W Polsce stosunkowo dużą wagę przykłada się do debatowania na temat zagrożeń potencjalnych. Podejmowane były próby zaniechania wydobywania gazu łupkowego ze względu na rzekomą szkodliwość procesu; niejednokrotnie przekonywano społeczeństwo o niesłuszności planów budowy elektrowni jądrowych w związku z tym, że mogą stać się one źródłem zagrożenia. Wszystkie te działania opierały się na wysuwaniu wniosków na temat skutków czysto teoretycznych – często wniosków niesłusznych. Natomiast w przypadku zagrożenia realnego, którym niewątpliwie jest wyeksploatowany włocławski stopień wodny nie podejmowane są kroki mające na celu wyeliminowanie owego niebezpieczeństwa. A niebezpieczeństwo to jest ogromne i z biegiem czasu ciągle wzrasta.
W ostatnich latach nasz kraj był wielokrotnie nawiedzany przez powodzie, które systematycznie nadwyrężały włocławski stopień wodny. Każda kolejna sytuacja tego typu, gdy dojdzie do gwałtownego podniesienia poziomu wód może doprowadzić do przerwania tamy, co będzie katastrofalne w skutkach. Zniszczenie konstrukcji oznacza nie tylko zalanie znacznych terenów zamieszkałych przez okoliczną ludność, ale także zatrucie Wisły aż po Zatokę Gdańską i Bałtyk czterdziestoma mln m3 toksycznych osadów chemicznych, które zalegają na dnie zbiornika oraz możliwym uszkodzeniem zbiorników na terenie zakładów azotowych „Anwil” zawierających 17 tys. ton ciekłego amoniaku i 1 tys. ton ciekłego chloru, przez co zagrożone będzie życie tysięcy ludzi zamieszkałych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od centrum katastrofy.
Należy także nadmienić, iż stworzenie na Wiśle drugiego stopnia wodnego w województwie kujawsko-pomorskim nie tylko znacznie zredukowałoby niebezpieczeństwo zaistnienia rzeczonego kataklizmu, ale także oznaczałoby możliwość osiągnięcia wielu innych korzyści, takich jak pozyskanie nowego zbiornika retencyjnego, stworzenie miejsc pracy, uzyskanie odnawialnego źródła energii elektrycznej, a co za tym idzie zredukowania emisji dwutlenku węgla wymaganego przez Unię Europejską oraz pozyskanie dodatkowej przeprawy przez Wisłę w pobliżu autostrady A1. Każdy z tych elementów dotyczy trudności, z jakimi boryka się obecnie nasz kraj, tj. z problemem bezrobocia, niewystarczająco rozwiniętą infrastrukturą drogową i nadmierną ilością dwutlenku węgla wydzielanego do atmosfery, zatem rozwiązania te stałyby się krokiem ku zmniejszeniu skali tych problemów.
Niestety wszystkie wymienione argumenty nie są wystarczające, aby mogły stać się przyczynkiem do zapoczątkowania perspektywicznego myślenia wśród członków gabinetu Donalda Tuska. Przykład stadionów na Euro 2012 pokazuje, że w Polsce jeżeli się tylko chce można z dnia na dzień znaleźć 2 mld zł, żeby wybudować obiekt rekreacyjny będący później obciążeniem budżetowym. Czemu więc nie można od 40 lat znaleźć pieniędzy na inwestycję, która będzie przynosiła zyski i dawała Polakom pracę i bezpieczeństwo? Wzywam więc do realnego i racjonalnego działania!