Pokazali tajniki kuchni molekularnej
W Europie kuchnia molekularna zagościła już na dobre, w Polsce powoli wkracza do niektórych restauracji. O tym, że warto z niej korzystać, przekonywali Mariusz Gachewicz i Jacek Maksymowicz podczas pokazu w Zespole Szkół Chemicznych.
Herbata parzona w alkoholu, koniak w dymie z najlepszego cygara, aromatycznie pachnące mięsa,ryba o smaku czekolady czy sos kawowy – to zaledwie cząstka możliwości, jakie daje gotowanie molekularne, czyli wykorzystywanie naturalnych procesów chemicznych. Kiedyś uczono nas, że gotować i smażyć trzeba w temperaturach powyżej 100 i 180 stopni C. a dziś my będziemy przekonywali, że mięso można ugotować w temperaturze do 70° C. Najlepsze efekty daje połączenie natury z nauką – opowiadał Mariusz Gachewicz, który razem z Jackiem Maksymowiczem przygotowywali potrawy i tłumaczyli, na czym polega ich wyjątkowość. Mięso będzie soczyste, aromatyczne, nie ma prawa być przesuszone, jak to dzieje się czasem w kuchni tradycyjnej. Wykonamy między innymi makaron na algach z zielonej herbaty i kilka rodzajów mięsa w różnych smakach.
Najbardziej widowiskowe było przygotowanie smakołyków w ciekłym azocie. Błyskawicznie wykonane bezy czy wariacje sorbetowe mile połechtały podniebienia uczestników pokazu.
O tym, jak smakują dania z kuchni molekularnej można przekonać się w nielicznych – jak do tej pory – krajowych restauracjach, które wprowadziły elementy takiej kuchni. Tylko jedna restauracja nastawiła się tylko i wyłącznie na gotowanie molekularne, jest tam podawany na przykład kawior z coca-coli, gęś w dymie z cynamonu czy koniak z aromatem najlepszego cygara – mówi Mariusz Gachewicz.