Kilkaset podpalonych listów w lesie w Michelinie
Zamiast dostarczyć listy do mieszkańców Michelina, ktoś pozostawił je w lesie i podpalił. Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie, ale na razie nie chce udzielać informacji. Za doręczanie pism, głównie powiadomień bankowych, najprawdopodobniej jest odpowiedzialna jedna z prywatnych firm.
Na stertę podpalonych listów natknął się mężczyzna biegający po lesie i natychmiast zawiadomił policję. Niektóre pisma były prawie całkowicie spalone, na innych udało się przeczytać, kto był adresatem. Okazuje się, że były to zawiadomienia z jednego z banków o stanie kont ich właścicieli oraz dokonanych transakcjach.
Policja prowadzi śledztwo w sprawie i nie chce udzielać na ten temat informacji. Wiadomo, że mundurowi rozmawiają z rozpoznanymi adresatami pism, ale poza tym, że ci potwierdzają, iż byli klientami banku, nic więcej nie wynika.
Śledztwo zapewne nabierze tempa, kiedy policjanci ze stuprocentową pewnością ustalą, jaka firma była odpowiedzialna za dostarczanie listów. Nieoficjalnie mówi się, że był to konkurencyjny wobec poczty polskiej doręczyciel.